wtorek, 2 grudnia 2014

Pierwsze samodzielne zadanie Willa


     "Zwiadowcy. Czarnoksiężnik z północy" to już piąty tom z serii napisanej przez Johna Flanagana. Książki cieszą się dużą popularnością wśród młodzieży i nie ma się co dziwić. Przygody Willa przedstawione w prosty sposób są zrozumiałe dla każdego. Siła przyjaźni, szlachetne postawy, nieskazitelni bohaterowie i zwycięstwo dobra nad złem może i są oklepane, ale gdy jest to wszystko zgrabnie napisane przyjemnie się czyta. O czym zatem jest kolejny tom?
     Opis:
     Will osiąga wymarzony cel - zostaje przyjęty w poczet zwiadowców i otrzymuje przydział do położonego na wyspie lenna Seacliff. Życie płynie tam spokojnie, nie dostarczając Willowi zbyt wielu okazji do wykorzystania nabytych podczas nauk u Halta umiejętności. Sytuacja ulega radykalnej zmianie, gdy Seacliff odwiedza dawno niewidziana towarzyszka dzieciństwa, Alyss. Piękna, pełna wdzięku dziewczyna ukończyła nauki u Mistrzyni Służb Dyplomatycznych Zamku Redmont. Alyss przekazuje Willowi pewna wiadomość. Młody zwiadowca musi opuścić swą przytulną chatę i udać się na Północ, do lenna Norgare. Czy tajemnicze i groźne wydarzenia, jakie ostatnio mają tam miejsce, wiążą się z czarną magią, czy może istnieje jakieś realne wytłumaczenie pozornie niepojętych spraw?

     Minęło pięć lat od wydarzeń z ostatniej książki, a więc bohater jest już dorosłym młodym mężczyzną. Jak się dowiedzieliśmy z opisu Will dostał swój przydział w lennie Seacliff, gdzie wiedzie spokojny żywot do czasu aż pojawia się Alyss, a on sam otrzymuje wiadomość od Halta i Crowley’a. Na ich rozkaz ma udać się do zamku Macindaw w lennie Norgate. W przebraniu rybałta wyrusza na swoją pierwszą poważną misję. W lennie Norgate lord Syron zachorował na tajemniczą chorobę. Niektórzy podejrzewają, że to sprawka legendarnego czarnoksiężnika - Malkallama. Will będzie musiał to wyjaśnić.

     W książce ponownie pojawiają się Skandianie, a także zły charakter John Buttle. Zabawnym motywem jest piosenka wymyślona przez Willa o Halcie.

      "Zwiadowców" jak zwykle czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Prosty język jakim posługuje się Flanagan nie pozostawia wątpliwości, że nie jest to książka o skomplikowanym wątku. Nie zmienia to faktu, że można się przy niej zrelaksować. Nie polecam jednak dojrzałemu czytelnikowi, poszukującemu głębszego sensu. Lepiej poszukać czegoś innego. Dla kogoś kto poszukuje magi w książce też nie jet to dobry wybór. Tego tu nie znajdziecie. Za to młody czytelnik lubujący się w przygodach, opowieściach o przyjaźni, jak najbardziej odnajdzie się w świecie Willa.

     Życzę przyjemnego czytania :-)

wtorek, 25 listopada 2014

Liebster blog Awoard

     Dzisiejszy post jest dość nietypowy, a mianowicie dotyczy nominacji do Liebster blog Award. trochę zajęło zanim napisałam odpowiedzi ;-) Teraz pozwolę sobie skopiować fragment tekstu z bloga Co myślę o, z którego właśnie dostałam nominację, mam nadzieję, że się nie obrazisz. To informacja, o co mniej więcej chodzi.

     Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogerów o niższej liczbie obserwatorów, co daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

     Pora na odpowiedzi:-)

1. Jaką książkę zabierzesz na bezludną wyspę?

      Książek, które lubię jest całkiem sporo. Ulubionych znacznie mniej. A ta jedna wyjątkowa, z która miałabym się nie nudzić...najchętniej zabrałabym całą serię "Cienie Pojętnych", ale jak jedna to "Imperium Czerni i Złota" Matthew Woodring Stovera. To książka, która ma wiele wątków, liczne wielobarwne i niejednoznaczne postacie, intrygi, zdrady, polityka. Czego chcieć więcej :-)

2. Co najbardziej denerwuje cię w zachowaniu innych blogerów?

     Rzadko zaglądam na inne blogi, a osobiste spotkanie opisywałam niedawno :-/ To co zaobserwowałam nie jest niczym miłym. Co mnie denerwuje? Ciężko stwierdzić skoro nie siedzę aż tak w temacie.

3. Co cię skłoniło do blogowania?

     Możliwość pisania i dzielenia się opiniami o książkach.

4. Jak sobie radzisz z brakiem weny do pisania?

     Raczej słabo. Często piszę na ostatnią chwilę :-(

5. Jak bardzo ważna jest dla ciebie okładka książki? Czy interesująca oprawa bardziej zachęci cię do jej przeczytania?

     Pierwsze na co zwracam uwagę, to grubość książki. Im obszerniejsza tym lepiej. Okładka książki nie jest taka ważna, chociaż jak jest ciekawa oprawa graficzna to miło pocieszyć oko. Jednak ładna okładka, zależy co ktoś przez to rozumie, nie oznacza ciekawej książki. Dlatego się tym nie sugeruję.

6. Czy od zawsze byłeś/byłaś molem książkowym? Czy jakieś wydarzenie lub osoba zachęciły cię do czytania?

     W dzieciństwie nie byłam molem książkowym, a czytanie wcale nie przychodziło z łatwością(to przez astygmatyzm), ale w wieku jakiś jedenastu, dwunastu lat jakoś tak wyszło, że zaczęłam sięgać po książki.

7. Z którym bohaterem lub bohaterką książki poszedłbyś/poszłabyś do kawiarni?

     Ciężki wybór, ale chyba byłby to Mordimer Madderdin. Posiada rubaszny humor, jest inteligentny i ma mocną głowę ;-)

8. Czym twoim zdaniem jest spowodowany spadek czytelnictwa w Polsce?

     Myślę, że z jednej strony jest to bylejakość czytania. Nie ma takiego nacisku by czytać poprawnie. Dawniej osoba tak zwana dukająca była piętnowana, teraz przechodzi się nad tym do porządku dziennego. Z drugiej strony jest to nierozumienie tekstów czytanych. Można to łatwo zauważyć czytając komentarze na różnych forach internetowych. Po trzecie, niestety książki są drogie :-( Po trzecie dostępność innych mediów i tutaj należy się zastanowić, czy robienie badań na temat czytania jest adekwatne do wyników. Ludzie przenieśli swoje życie do internetu i tu nie można zaprzeczyć sporo czytają. Choćby to były małe artykuliki, plotki itp. zawsze jest to coś. A wracając do pytania, można byłby mnożyć odpowiedzi o czytelnictwie w Polsce.

9.. Czy pamiętasz swoją pierwszą przeczytaną na poważnie książkę? Pomijając lektury szkolne.

    Szczerze mówiąc nie pamiętam, ale książka, która skierowała moją uwagę na fantastykę to "Woja o Raj" Stephena Lawheada.

10. Najbardziej udana ekranizacja książki?

     Nie ma takiej, ale każdą ekranizację można oglądnąć, aby zobaczyć jak ktoś zinterpretował pierwowzór.

11. Lubię czytać książki, bo...

     Tutaj można by się rozpisywać na ten temat. Napisze tylko, że dają ogromne możliwości wyobraźni. Więcej na ten temat pisałam w moich postach o introwertykach i ekstrawertykach w świecie książek.


     Odpowiedziałam na pytania i pora żeby teraz kogoś nominować. Wiem, że miały to być blogi z małą ilością wyświetleń i nie mogą być to blogi już nominowane, ale aż tak w tym nie siedzę i dlatego wybrałam blogi, które znam. Oto one:
    Wszechstronnie zaczytana
    W cieniu książek
    Nałogowy książkoholik
    Pro czyli za 
    Kawa z cynamonem
     Pora  na pytania :-)
  1. Książka, którą czytałaś/eś więcej niż raz lub zamierzasz do niej wrócić to...
  2. Kocham książki bo...
  3. Co daje Ci blogowanie?
  4. Jaki bohater/a jest dla Ciebie wzorem?
  5. Czym się kierujesz przy wyborze książek?
  6.  Jak ważna jest dla ciebie opinia innych blogerów o książce, którą zamierzasz  przeczytać i opisać?
  7. Wolisz wersję papierową czy ebook? Dlaczego?
  8. W jakim miejscu najbardziej lubisz czytać?
  9. Jak twoim zdaniem odbierany jest świat blogerów książkowych?
  10. Książka, która zmieniła moje życie to...

wtorek, 11 listopada 2014

Tajemnicze bractwo Vis Maior




     Dzisiaj obiecany wpis o książce Sir. B. Angel "Oko Kanaloa. Szyfr wtajemniczenia". Jak niedawno pisałam, autorkę poznałam osobiście - link do posta będzie na dole. Żeby dostać książkę musiałam się trochę natrudzić. Nie widziałam jej stacjonarnie :-( Najpierw chciałam ją zamówić w Bonito, ale jak się zdecydowałam na kupno to była niedostępna. Następnie zamówiłam na allegro, ale i tu napotkałam trudność. Sprzedający oznajmił, że nie ma jej na magazynie, oddał pieniądze i tyle byłoby z tego :-( W końcu zamówiłam w Epiku i tu bez problemu odebrałam po trzech dniach :-)

     Opis:

     "Oko Kanaloa: Szyfr Wtajemniczenia" to pierwsza część opowieści o młodej dziewczynie, która przypadkiem wpada na ślad tajemniczego stowarzyszenia. Chcąc dogłębnie poznać organizację, wchodzi w jej szeregi i dowiaduje się o istnieniu istot, które dotąd znała jedynie z bajek. Vis Maior (Siła Wyższa) okazuje się tajnym bractwem, które ma na celu utrzymać świat w błogiej nieświadomości o zagrożeniu ze strony istot magicznych. Jego antagonista, Neftyda (Czarny Księżyc) w tym czasie próbuje dostać się do siedliska demonów i uwolnić je...

     Książka zaczyna się fajnym prologiem, gdzie mały chłopiec podczas przyjęcia zakrada się na strych i odnajduję tajemniczą księgę. Zafascynowany zaczyna czytać, a my wraz z nim poznajemy przygody dziewczynę o imieniu Sheyla. Młoda studentka dostaje za zadanie napisać artykuł o bliżej nikomu nie znanym, nowym studencie - Blake Hunt. Gbur nie chce z nią rozmawiać. Ignoruje wszystkie jej pytania, a w dodatku ma zwyczaj w irytujący sposób znikać. Sheyla nie odpuszcza i przez swój upór trafia za swoim obiektem na spotkanie stowarzyszenia, a nawet zostaje członkiem bractwa. Tutaj zaczynają się schody, bo przez Hunta wpada w coraz większe opały, a nawet prawie zostaje przez niego przehandlowana za informację.

     Zarówno Sheyla jak Hunt zapewniają, że nie darzą się sympatią, ale wyczuwa się napięcie między nimi. Nie ma tu ckliwego romansu, ale jakaś tam fascynacja, chociaż bohaterowie będą się tego wypierać, a nawet układać życie z zupełnie kimś innym.

     Oprócz wspomnianych już Sheyla i Hunta mamy tu również przyjaciół dziewczyny. Śliczną Cassie oraz komputerowca Prestona. O ile z początku irytowała mnie i to strasznie, główna bohaterka, z czasem jakoś do niej przywykłam. Hunt ze swoim, jestem najlepszy, wpisuje się w obraz historii. Preston, gdzieś tam się przewija i pokazuje, że zależy mu na przyjaźni. Natomiast, jeśli chodzi o Cassie to przyznaję, że nie przypadła do mojego gustu. Na szczęście nie jest jej aż tak dużo.

     Akcja jest w dość dobrym tempie. Wątki następują jeden po drugim i nie musimy się martwić, że się pogubimy. Czyta się bardzo dobrze. Widać, że autorka czerpie przyjemność z pisania i nie ma problemu z przelewaniem myśli na papier :-)

     Ciekawa historia, odrobina humoru oraz szczypta ironii to zdaje się przepis na tą książkę ;-) Polecam chociaż w moim odczuciu bardziej przypadnie do gustu młodym kobietą!

     P.S. Jest już dostępny drugi tom "Oko Kanaloa: Tajemnica Ducha", ale niestety tylko jako ebook :-(

oraz

wtorek, 4 listopada 2014

Uwięzieni w grze komputerowej


  Co by było, gdyby gra komputerowa przeniosła i uwięziła nas w czasie rozgrywki? Na takie pytanie zdaje się odpowiadać "Hyperversum" Cecilii Randall. Osobiście książka nasuwa mi na myśl anime "Sword Art Online". Tam również bohaterowie zostają uwięzieni w grze, zawierają przyjaźnie, sojusze z innymi graczami oraz dążą do przejścia wszystkich levelów. W książce oczywiście nie przechodzi się etapów i nie zdobywa punktów. Gracze z "Hyperversum" przenieśli się bowiem w czasie.

     Opis:

     Ostrzegali cię przed spędzaniem całego wolnego czasu w wirtualnym świecie gier komputerowych? Mieli rację...

     Wyobraź sobie komputerową grę RPG, która pozwala nie tylko śledzić losy bohaterów, ale wejść w ich skórę. Która zaciera granicę pomiędzy rzeczywistością a światem wirtualnym.

     Ta gra nazywa się Hyperversum.

     Daniel, Ian i Jodie przenoszą się do XIII- wiecznej Francji, żeby w świecie wirtualnym przeżyć największą przygodę swojego życia. W wyniku awarii systemu fikcja miesza się z rzeczywistością, a powrót do teraźniejszości wydaje się niemożliwy. Przed bohaterami pojawiają się nieoczekiwane wyzwania. Czy Ian uratuje ukochaną z przeszłości? Czy Daniel pokona strach i z chłopca stanie się mężczyzną? Czy Jodie odnajdzie się w roli średniowiecznej damy? Czy ich przyjaźń przetrwa próbę czasu i przestrzeni?

     Sześcioro graczy, o tym, że jest jeszcze Martin, Donna i Carl opis nie wspomina,  przenosi się w czasie. Od samego początku nie idzie za dobrze. Podczas sztormu przyjaciele zostają rozdzieleni. I tak czworo z nich trafia do francuskiego miasteczka pod jurysdykcją Angielską. Tam muszą zmierzyć się z okrutnym szeryfem Derangale. Trafiają do więzienia, z którego udaje im się uciec, a następnie znajdują się na terenie Francji. Dziewczyna, z którą uciekali okazuje się szlachetna damą. Za to, że udzielili jej pomocy trafiają pod skrzydła jej opiekuna, hrabiego de Ponthieu. Próbują odnaleźć zaginionych przyjaciół, a w międzyczasie muszą się zmagać z średniowieczną rzeczywistością. Bohaterowie dość szybko przystosowują się do nowych warunków i nie raz udowadniać będą, że są godni zaufania.

     Autorka skupia się raczej na męskich postaciach, przez co śledzimy akcje oczami Daniela oraz Iana. Jodie mimo iż została wymieniona w opisie jest jakby postacią poboczną. Nie ma co narzekać ponieważ wiele się dzieje. Ze spisku trafiamy na turniej, a z turnieju wyruszamy na bitwę.

     Akcja podparta jest historycznymi wydarzeniami, a postacie fikcyjne wymieszane są z rzeczywistymi. Taki miks pozwala bardziej uwiarygodnić opisane wydarzenia.

     Jeśli chodzi o pytania zawarte w opisie to wiadomo, nawet nie czytając można odpowiedzieć twierdząco i nie ma, co gdybać. Książka napisana jest prosto, ale nie znaczy, że jest zła. Czyta się ją dobrze, ale dla mnie nie jest jakoś super porywająca. Może przez to, że nie ma skomplikowanej fabuły. Wiadomo, co jest czarne, a co białe. Kto zły, a kto dobry. Bohaterowie nie mają trudnych, niejednoznacznych charakterów. Nawet historia miłosna jest potraktowana po macoszemu. Wydaje się jakby autorka bała się zagłębić w relacje między bohaterami. Można było z tych postaci wyciągnąć więcej. Ale, co ja się będę czepiać skoro książka odniosła sukces na świecie, a i z tego, co czytałam dużo ludzi wypowiada się o niej w samych superlatywach. Może mnie nie powaliła, bo nie jestem w odpowiedniej grupie wiekowej.

     Książka nie zachwyci doświadczonych czytelników, ale można ją przeczytać jako ciekawostkę i jak to mówię: przerywnik w ciężkim repertuarze ;-)

     Czytajcie, a otworzą się przed wami niezwykłe światy :-D

wtorek, 28 października 2014

Spotkanie z Sir B. Angel oraz Zjazd blogerów na Targach w Krakowie

     Na początek krótkie usprawiedliwienie  ;-) W zeszłym tygodniu nic nie wrzuciłam z tego względu, że były to dni bardzo intensywne. Zarówno zawodowo jak i prywatnie wiele się działo, a okropne przeziębienie oraz migrena niczego nie ułatwiały :-(

     Miał być dzisiaj post o książce, ale będzie o Targach i moich wrażeniach. Czy pozytywnych? Hmmm. Zależy w który dzień.

     Na Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie pojawiłam się w czwartek i sobotę. W pierwszy dzień ponieważ zależało mi na spotkaniu z autorką, w drugi, a właściwie trzeci dzień Targów odbyło się spotkanie Blogerów Książkowych.

     Co do samego budynku EXPO: nowoczesny budynek, w środku całkiem przestrzenny, dwie oddzielne hale, sale seminaryjne, piętro przeznaczone na, jak to ładnie określają restaurację, chociaż bardziej przypomina to fast food. Nie czepiajmy się jednak. Po miejscu, w którym poprzednio odbywały się targi zdecydowanie wygląda to lepiej.

     Wystawców była cała masa. Oferowali książki z całkiem niezłymi rabatami. Oprócz znanych wydawnictw można się było zapoznać z tymi mniejszymi, niezależnymi. Oprócz książek były również komiksy i gry. Wybór ogromny.

     Oczywiście nie można zapomnieć, że Targi to możliwość spotkania z autorami. W sobotę do Pilipiuka była "kilometrowa" kolejka, ale nie o nim chciałam wam powiedzieć. Rok temu pisałam o debiutującej wówczas młodej pisarce Sir B. Angel i jej książce "Oko Kanaloa: Szyfr wtajemniczenia"
(wrzucę niedługo recenzję książki). Wymieniając z nią maile dowiedziałam się, że w tym roku będzie na Targach, o czym wam wspominałam. W czwartek mimo okropnego bólu głowy w skoczyłam w tramwaj i pognałam na spotkanie. Nie żałuję. Beata jest osobą bardzo pozytywną, wesołą, otwartą. Szybko łapie kontakt z ludźmi i przede wszystkim nie jest niedostępna i nadęta jak niektórzy pisarze. Pisze dobrą literaturę i przykre jest to, że nie jest tak promowana jak inni. Wiadomo, że wydawnictwa zarabiają na znanych nazwiskach, ale jest masę młodych pisarzy, którzy się przez to nie mogą przebić, a często maja o wiele więcej do powiedzenia w swoich powieściach niż ci popularni autorzy, którzy mam wrażenie, że kopiują od siebie, albo piszą w kółko o jednym i tym samym. No nic, może, jak więcej blogerów będzie pisać o tych bardziej niszowych autorach uda im się wybić.

     O ile z czwartkowego spotkania jestem bardzo zadowolona, przede wszystkim na Targach nie było dzikich tłumów i wszystko można było spokojnie pooglądać, tak sobota przyniosła rozczarowanie. Jak już kiedyś wspominałam jestem introwertykiem i najchętniej nie wychodziłabym z domu i właściwie nie wiem, co mnie podkusiło, by zdecydować się na Zjazd Blogerów Książkowych. Może chciałam poznać osoby o podobnych zainteresowaniach? Niedoczekanie. No dobra, poznałam jedną góra dwie dziewczyny, które siedziały obok mnie. Ogólnie na sali było na oko jakieś sto trzydzieści osób. Zgroza. Nawet w grupie na studiach nie maiłam tyle osób. Starałam się podejść do tego pozytywnie, ale kiedy Pan, który prowadził spotkanie w zastępstwie, sam nie wiedział, co mówić i robić miałam ochotę wyjść. Kilka osób tak zrobiło. Ja dzielnie została do końca. Pomijam fakt, że mieliśmy się przedstawiać jak na grupie wsparcia, a gdy doszło do połowy Pan stwierdził, że to i tak nie ma sensu, bo tylu osób się nie zapamięta. Odkrywcze. Wymuszona dyskusja o wyższości blogów piszących nie tylko o książkach, ale również o popkulturze, bo w tedy skaczą statystyki...no cóż, zostawię to bez komentarza. Jeśli miałbym określić to spotkanie powiedziałbym: żenujące.

     W tym samym dniu mało się odbyć bardziej kameralne spotkanie, jeśli dla kogoś około czterdziestu osób to niedużo, w knajpce o nazwie Kolanko, ale ponieważ Zjazd Blogerów okazał się dla mnie porażką, nie zdecydowałam się tam pokazać. Zresztą chyba się wyleczyłam z tego typu spotkań. Jeśli miałabym z kimś porozmawiać prywatnie to nie ma problemu, ale zdecydowanie nie na moje nerwy są spotkania z krzykaczami i tłumem.

     Mam nadzieję, że wasze przeżycia z Targów są o wiele lepsze :-)

wtorek, 14 października 2014

Hari ponownie wraca jako Caine


     Dzisiaj ponownie wkraczamy w świat Hariego Michaelsona czyli zabójcę Caine'a, a to za sprawą drugiego tomu "Ostrza Tyshalle'a" autorstwa Matthew Woodring Stovera.

     Opis:

     Na Ziemi Hari Michaelson był gwiazdą, w Nadświecie zaś znano go  jako Caine'a zabójcę. Z jego ręki ginęli najprawdziwsi królowie i książęta, niejedno państwo legło w gruzach -  a wszystko ku uciesze milionów widzów na Ziemi. Tym razem Hari - odarty z tożsamości Caine'a - musi stoczyć największą bitwę w swoim życiu, zmierzyć się z potężną korporacją rządzącą Ziemią i anonimowymi masami, gotową zniszczyć wszystko, co kocha. Wrogowie, starzy i nowi, zbroją się, żeby wystąpić przeciw niemu - samotnemu, bezsilnemu kalece. Chodzą słuchy, że Hari jest wrakiem i nie poradzi sobie w walce.

     Niektórzy chcieli by tego, ale okrutnie się oszukują...

     Hari ponownie musi się zmagać z niesprzyjającą klasą Uprzywilejowanych, Biznesmenów, Studiem oraz ze starymi i nowymi wrogami. Niektórzy sadzą, że niewiele może zrobić, ale Hari jest przecież Cainem, a to oznacza, że nie należy go lekceważyć. Ci, co krzywdzą jego rodzinę muszą ponieść tego konsekwencje.

     Książka utrzymuje wysoki poziom. Akcja dość szybka, bez zbędnego przynudzania. Bohater wciąż jest tym samym brutalem z problemami z poprzednich części. Nie można Caine'owi odmówić charyzmy i zacięcia. 

     W "Ostrzu Tyhalle'a" pełno jest odniesień do pokonywania własnych ograniczeń i słabości. Całkiem zgrabnie przedstawiony wątek rodzinny i przywiązania do przybranej córki, która zostaje odebrana Hariemu. Fantastyczne zakończenie, które zwiastuję bardzo ciekawy ciąg dalszy przygód Caine'a.

     Jedyny zarzut jaki mogę postawić autorowi to jego nie wyjaśnianie pewnych wątków, ani z poprzednich książek, ani z "Ostrza..."

     Ogólnie książkę czyta się bardzo dobrze. Najlepiej przeczytać od pierwszego tomu, a mianowicie "Bohaterowie Umierają"


     Książka nie jest dla każdego. Nie znajdziecie tu ckliwego romansu, a brutalną rzeczywistość. Jeśli macie ochotę na coś mocnego  to polecam.

wtorek, 7 października 2014

Stenwold szuka nowych sprzymierzeńców przeciwko Imperium




     "Morska Straż" Adriana Tchaikovskyego to już szósty tom o walce osowców z niżowcami w serii zatytułowanej "Cienie Pojętnych". Książki autora są znane i cenione na całym świecie. Nie każdemu  jednak mogą przypaść do gustu, gdyż nie są to lekkie opowiastki o prostych schematach. 

     Choć nie przepadam za wielotomowymi seriami, uważam, że jest to jedna z najlepszych z ostatnich lat jaką przeczytałam. 

     Najnowsza książka została wydana we wrześniu tego roku i jest to dziewiąty tom noszący tytuł "Wrota Mistrza Wojny". Już się nie mogę doczekać kiedy ją przeczytam :-)

     Wróćmy jednak do "Morskiej Straży" i tego, co się obecnie dzieje w "Cieniach..."

     Opis:

     Kolejny cień pada na Kolegium.

     Pomimo istnienia kruchego pokoju pomiędzy Imperium a Nizinami Stenwold Maker wie, że osowcy powrócą, by zagarnąć jego miasto. Gdy próbuje przygotować je na kolejną falę czerni i złota, w ukryciu rodzi się nowe zagrożenie dla jego ludu. Statki, które wypływają z portu Kolegium, są atakowane przez piratów. Niektóre przepadają bez śladu...

     Dotychczasowi sprzymierzeńcy Stenwolda, uśpieni rozpowszechnianymi kłamstwami i fałszywymi obietnicami, odsuwają się od niego, on sam zaś staje w obliczu zdrady czyhającej z każdej strony. A Imperium tylko czeka na pierwszy objaw słabości, by natychmiast uderzyć...Jednak osowcy nie są jedyną potęgą, której uwagę przyciąga Kolegium. I nawet oni mogą się okazać nie dość mocni, by powstrzymać siły gromadzące się w mroku - siły zwracające swe wygłodniałe spojrzenie w stronę miasta Stenwolda.

     Jak sam tytuł mówi, akcja ma wiele wspólnego z morzem, a właściwie wszystko, bo duża część książki rozgrywa się w odmętach wody. Stenwold wraz z grupą badawczą wyrusza na ekspedycję by odkryć kim są Morscy. W międzyczasie pająkowcy szykują niemiłą niespodziankę Kolegium. W oddali Imperium przygotowuje się do nowej kampanii. Wszystko zmierza do kolejnej wojny.

     W książce jak zwykle dużo akcji, wiele wątków, ciekawe dialogi i rozwiązania sytuacji. Bohaterowie nie szablonowi, wielowymiarowi. Nie brakuje podstępnych zdrad i to u bohaterów wydawać by się mogło bardzo przyjaźnie nastawionych. Bardzo dużo polityki i dyplomacji. Wszystko ze sobą jest wymieszane i dawkowane czytelnikowi. 

     Skończę teraz nad zachwytami i pomimo mojej sympatii do autora napisze coś niekorzystnego. Mam tu na myśli sam fakt powstania samej książki. Wprowadzono tu nowych bohaterów. Powstały nowe wątki, pozostawiając stare. Oczywiście wierzę w to, że autor do nich powróci, ale idąc tym tropem, tworząc nowe płaszczyzny można pisać serie w nieskończoność. Nie jest to moim zdaniem najlepszy pomysł. Nie będę dalej roztrząsać, czy książka powstała słusznie, czy też nie.

     Podsumowując książka "Morska Straż" jest dobra, ale nie najlepsza z serii. Zdecydowanie dla fanów Tchaikovskyego. Polecam czytać od pierwszego tomu, a najlepiej od krótkiego opowiadania "Pancerni" link poniżej:


     Miłej lektury :-)